|
sobota, 22 maja 2010
Powódź? Zalewasz!
Nic tak jak katastrofa nie otwiera nam oczu na to co, zawsze powinniśmy przed nimi mieć. Dziś widać jak na dłoni, że katastrofa 1997 roku niczego sensownego nas nie nauczyła. Niby nic odkrywczego, jednakże mało kto zauważa, że ta powódź zalewa też umysły i o ile są to umysły ludzi, którzy stracili wszystko i są w rozpaczy, to ja to rozumiem. Nie rozumiem jednak dlaczego zalewa tez umysły innych? Powódź to w gruncie rzeczy zupełnie naturalne zjawisko - coś jak śnieg w zimie, susza w lecie, czy wichury w okresach przejściowych. Obserwując jak sobie jako ludzie radzimy z innymi żywiołami nie powinniśmy być zdziwieni sytuacją powodziową. Mnie szokuje za to fakt, że akurat z powodzią dużo łatwiej sobie radzić niż np. z huraganem ,który uderza to tu to tam. Ludzie od zawsze osiedlali sie na terenach zalewowych ze względu na żyzność gleb, dostęp do szlaków wodnych lub w ogóle do wody. Nikt jednak nie płakał że rzeka wylewa. Dlaczego? Bo był do tego przygotowany. Bez planów satelitarnych, wałów przeciwpowodziowych zbiorników retencyjnych i wielkich tam. Po prostu - architektura przystosowana była na taką okoliczność - tak zresztą dzieje się i dziś w innych miejscach na świecie. Gdy to nie wystarczało nikt nie wzywał wojska, za to każdy miał na podorędziu jakąś łódź lub kilka łódek. Dziś wszędzie słychać lament, że wały za niskie, za mało tam i zbiorników, a wszystko to głupstwo, bo choćbyśmy zaniechali wszelkich innych inwestycji i obwałowali cale dorzecze Odry i Wisły nic by to nie dało. Paradoksalnie efekt byłby odwrotny. Woda "ściśnięta" w korycie nabierałaby rozpędu i wysokości. To właśnie brak terenów gdzie rzeki mogłyby naturalnie sie rozlewać jest powodem tego, że rozlewają się w miastach i wlewają się ludziom do domów. Wielbicielom wałów polecam podróż nad morze i zabawę w budowanie fortecy z piasku nad jego brzegiem. Po kilku godzinach walki z łagodną bryzą, nabieramy pewności co do budowy wałów i ich odporności na wodę. Wiele mówi sie o konieczności ubezpieczeń od powodzi. To niestety też głupstwo. Przecież ubezpieczyciel to nie dobry wujek. O ile ubezpieczy źle zbudowaną chatę poniżej poziomu rzeki, to poda taką stawkę byś uzbierał sobie człowieku na remont, a i ubezpieczycielowi źle nie będzie. Co więcej - jak ci się uda i dostaniesz wypłatę zaraz po opłaceniu pierwszej składki - ubezpieczyciel wystąpi z regresem do samorządu co to wydał pozwolenie na budowę, a nie zabezpieczył wałów. Czyli i tak z twojej kieszeni! Rozwiązanie oczywiście jest bolesne i narzuca się samo - miast ludzi mamić wałami, zbiornikami i innymi kosztownymi hydrozabawkami, trzeba w końcu opublikować mapy terenów zalewowych i przeznaczonych do zalewania i powiedzieć w końcu ludziom,że w pewnych miejscach rzeki muszą wylewać! Nie wolno ich fortyfikować, bo na dole będzie jeszcze większa tragedia. Trzeba im pomóc budować prawdziwe domy przeciwpowodziowe (są setki technik) i zakazać na bagnach budować niskich domków z głębokimi piwnicami. Ten temat szybko jednak odpłynie, no bo kto za rok zgodzi sie z tezą by pieniądze np. na drogi lub na zasiłki i renty przeznaczyć na ochronę przeciwpowodziową? otwieracz O nauczaniu historii
"Polska to jest bardzo fajna kraj" - jak mówił Zulu Gula, a po ostatnich wydarzeniach mam wrażenie że robi sie coraz bardziej "fajna". Dziś bowiem widzimy na czym zbudowano świadomość narodową Polaków. Nikt tak jak my nie kocha sie w katastrofach, nigdzie tak pięknie jak u nas nie opłakuje się tych, których wcześniej opluwano. Gdzie tak pięknie jak u nas ludzie biją sie w piersi, jednoczą się w kolejkach nieutulonego żalu. No i nigdzie też tak jak u nas potrafimy to opisać - no po prostu taka piękna tragedia. Gdyby chcieć o tym porozmawiać choćby z anglikiem zastanawiam sie czy zdołał by pojąć funkcjonowanie tego motoru zasilanego poczuciem krzywdy, pojęć tak przedziwnych jak przez nas uwielbiane Gloria victis. Po głębszym zastanowieniu mógłbym jedynie podejrzewać że może jakiś Żyd lub Palestyńczyk zdołałby to ogarnąć. Ostatnio usłyszałem rzecz arcypolską : "mit Katynia stal się mitem założycielskim III Rzeczypospolitej", kiedy zdawało się że martyrologia wojny i powojnia powoli wygasa we współczesnej polityce - znów mamy bohaterów którym przyczepia się gigantyczną etykietkę "zginęli w katastrofie" i znowu nie liczymy sie z tym co zbudowali w czasie pokoju i w czasie zwykłej pracy tylko podnieca nas ich śmierć i elektryzuje trumna z okaleczonym ciałem. Z szacunku do inteligencji czytelnika nie wspomnę w szczegółach prawdziwej (czyt. skąplikowanej) historii gloryfikowanej (bo tak pięknie zginęła) II RP, a dodam tu piękny obrazek wskazujący do czego taka zbiorowa świadomość może prowadzić. Po jednej z naszych klesk powstało dzieło które ze względów propagandowych wielokroć recytowane było jak modlitwa, kto z nas choć raz nie słyszał patetycznej Reduty Ordona. Niewielu wie że nikt chyba jak sam Ordon nie nienawidził tego wiersza. Nie dość że przeżył wysadzenie reduty to jeszcze przez resztę życia widmo bohatera zatruwało mu życie. Na tyle zatruło że nie mogąc wytrzymać pełnych wyrzutów spojrzeń (przecież powinien zginąć jak bohater) strzela sobie w łeb, ale to już zupełnie nie pasowało do naszej narodowej wizji bo to przecież nie była piękna tragedia. Tags:
niedziela, 29 listopada 2009
Dlaczego nienawidzę telewizora?
Dziś w samochodzie myślałem o tym czego tak często nie sposób mi było wytłumaczyć. Dlaczego nie potrzebuję i nie cierpię telewizora mimo ,że tak często przed nim siedzę. Ująłbym to tak: telewizor ma dwie okrutnie szkodliwe cechy - WCIĄGA I FORMUJE Wciąga - bo to łatwe gapić się i przestawić się po prostu na odbiór. To niemalże fizyczna właściwość umysłu dążenie do jak najniższego potencjału, do oszczędzania energii. Jednak im bardziej jesteśmy zasiedzeni tym bardziej jesteśmy bierni, tym trudniej od telewizora wstać. To wciąganie ma cechy hipnozy. Wiele razy przyglądałem się ludziom wpatrzonym w szklane okno - poza odbitym w tęczówce obrazem nie ma w nich nic ruchomego. Jak pomyślę że ja tez tak wyglądam to robi mi się słabo... Formuje - bo w pokazuje życie takim, jakie mogłoby być, nawet zdjęcia z życia wzięte nie są do końca realne. Specyficzną formację przechodzi widz wciągnięty w tasiemcowe seriale, pokazujące niby normalne życie niby zwykłych ludzi. Prawie wszystko jest tam "prawdziwe" poza oczywiście fabułą. Bohaterowie noszą "normalne" ubrania, mają "normalne" zawody ... nie widać tam tylko normalnego znoju, udręki życia. Nie stoją w kilometrowej kolejce, nie gniją w korku, nie zasypiają w autobusie czy też nie studiują śmietników. Ich życie pełne perypetii, to czysty narkotyk (patrz funkcja "wciąga"), jest to niby normalne życie - ale wcale nie nudne więc lepsze. Dlatego też wielu bardziej wierzy w to co widać w telewizorze niż w to co widzą gołym okiem i ciągle im się marzy ze kiedyś ich ten telewizor wciągnie. Niektórzy tak bardzo tego pragną że chcą nawet podjąć ryzyko oddania władzy - ryzyko oddania pilota. otwieracz
czwartek, 04 grudnia 2008
Anatomia wstydu
Lodowa impresja No 2 Spomiędzy słów (czyt. wewnętrznego bełkotu) widać pragnienie wyrarażenia wewnętrznego stanu. Za nim znowu jest chęć po prostu WOLA. Wstyd nie powstaje od razu. Posiada raczej właściwość drożdży. Niewielka ilość krępującej sytuacji stanowi zaczyn. Niby możemy iśc dalej ale to dziwne skrępowanie wynikające z przeżytych wcześniej PIRAMID WSTYDU nas jakoś powstrzymuje. otwieracz
piątek, 28 listopada 2008
Wyrwane z LODU (Jacek Dukaj "Lód")
Arystoteles podzielił ową rzeczywistość na dwie antynomie - prawdę i fałsz. Załozył że musi istnieć jakaś krystaliczna, idealna prawda (właściwie to raczej Prawda) i wiele nie wartych zachodu fałszy. Przerżnął świat na pół i świat stał się wreszcie jasny, zrozumiały, pewny. I choć tak naprawdę (sic!) nikt w takim świecie nie żyje, dla każdego będzie MARZENIEM. KŁAMSTWO. Na pierwszy rzut oka obrzydliwe, plugawe i wstrętne (zawsze wychodzi bokiem?), a jednak wszechobecne. Czy jest to tylko wyraz naszej słabości? Czy nie przez kłamstwo możemy się więcej dowiedzieć o drugim człowieku niźli poznając jedynie suche fakty o jego życiu czy nawet o tym co w danej chwili myśli? Człowiek kłamiąc o sobie daje dowód swego wnętrza - niemalże otwiera przed innym swoje jestestwo i pokazuje ciemne ukryte wnętrznośći - pokazuje samego siebie TAKIM JAKIM CHCIAŁBY BY BYĆ. Kłamiąc siebie jesteśmy do końca twórczy. Akt ten nie wymaga żadnego przygotowania technicznego - im bardziej jesteśmy naturalnie twórczy tym samo kłamstwo jest doskonalsz i paradoksalnie prawdziwsze. "Lód" otworzył mnie na wiele rzeczy. Nawet momentami gdy go czytałem (a jest co - ponad 1000 stron) wydawało mi się że czuję SPOKÓJ. Jeszcze coś o "Lodzie " zaśnieżę ale to wtedy ,gdy we mnie nieco przymarźnie...
poniedziałek, 08 września 2008
Nowa odsłona
Dlaczego? Dlatego że będę mógł swobodnie opadać (obiecuję sobie że tylko chwilowo) na słodkie łono grafomanii bez lęku i twórczej drżączki. To po pierwsze ,a po drugie nie będę musiał się trzymać tak ściśle tematu - będę otwierał co mi sie podoba! Już czuję jak drga zjawiskowo mglista muza - bełkotliwy demon oblizuje się z obleśnym uśmiechem. Pozdrawiam, nieszczęsny czytelniku (hi,hi niewidzialny czytelniku) Twój otwieracz
poniedziałek, 31 marca 2008
Esprit d'escalier
Teraz znów przeczytałem tę oszałamiającą książkę (J.Carroll "Muzeum Psów") znowu dymi mi pod czaszką, położyłem na niej zaostrzony ołówek i myślę co znowu napisać na pierwszej stronie... Czy nawiązać pytaniem? Czy wylać swe niezrozumienie? Chyba jednak wspomnę o swojej wieży. Moja stoi w mojej głowie w tym samym miejscu od dzieciństwa. Miejsce jest dla mnie tak święte, że byłem tam może ze trzy razy w życiu mimo ,że widać je z okien domu moich rodziców... Na jej kamiennym szczycie powiewa wielka czerwona chorągiew, której nigdy nie opuszcza wiatr... To jest jednak najdziwniejsze w niej ,że wciąż ją rozumiem i nigdy to marzenie nie stało się dla mnie dziecinnym... Ponieważ ten wątek wyraźnie się rozjeżdża wspomnę tylko o tytułowym duchu schodów. To się na pewno każdemu zdarzyło. Mieliśmy być błyskotliwi i oszałamiający, chcieliśmy robić wrażenie ,a tu bąknęliśmy tylko jakiś banał. Tymczasem po fakcie cięte riposty i mgławicowe cytaty wylały się z nas na chodnik i spłynęły bezużyteczne rynsztokiem. Pozdrawiam Technorati Tagi: duch schodów,Carroll,Muzeum Psów
wtorek, 25 marca 2008
Równoległa rzeczywistość
Od dłuższego czasu przyglądam się temu co dzieje się w kraju, który ze względu na tematykę otwieracza budzi szczególne zaciekawienie a mianowicie w Chinach. Nie chcę broń Boże opisywać tu wszystkiego co możnaby napisać o manipulowaniu informacją w tym "pięknym kraju" (nigdy bym nie skończył) raczej pragnę tu zwrócić uwagę na jeden z aspektów "chińskiego podejścia" do informowania świata o czymkolwiek co dotyczy Chin lub chińskich interesów. Właściwie to wszystko to już było i my w Polsce byliśmy zapewniani że Amerykanie nie robią nic innego, tylko w ogromnych laboratoriach popędzają niewolników by produkowali coraz to nowe chmury stonki, którą nasi odważni lotnicy przy pomocy ultranowoczesnej tiochniki made in USRR (czyt. odrzutowce marki kukuryźnik) tępią już na granicy Polski Ludowej. Codziennie faszerowano nas świetlanymi reportażami z niemniej świetlanych cudów postępu uskutecznianych na dalekiej Syberii, w oazach nowoczesnej kultury rolnej - sowchozach Azerbejdżanu lub jeszcze bardziej egzotycznej republiki radzieckiej.
Świadomie unikam tu moralizowania bo zdaję sobie sprawę że właściwie każdy rząd (szczególne zasługi w tym rodzaju public relations mają np. USA lub na przykład rząd RP w wydaniu panów K.) tym niemniej fascynuje mnie totalność i szerokie podejście oraz swoista chińska precyzja w podejściu do manipulowania własnym wizerunkiem.
sobota, 22 marca 2008
Dyktat formy
Zanim napiszesz - zobacz. Zanim przemyślisz - odczuj. Rób cokolwiek - tylko się nie zastanawiaj. Za każdym razem gdy odbieram jakiś masowy przekaz wyobrażam sobie słynne trzy małpki. Modyfikując wygląd swojego bloga (matko jaka to okropna nazwa), grzebiąc w magicznych formułach CSS-u i obserwując jak zmienia sie wizualna strona mojego przekazu, wizytując przy okazji poradniki pisane przez blogerów - informatyków staneła mi przed oczami dawna zjawa. Wspomniałem zapomnianą dyskusję na temat formy i treści przeciwstawionych sobie niczym Dawid Goliatowi. To przeciwstawienie tak oczywiste w buntowniczych czasach, gdy wydawało się ,że forma może być tylko skostniałą - a treść - rewolucyjną dziś wydaję się być dziecinne. Samemu będąc odbiorcą poszukuję przekazów dobrze opakowanych, migotliwych i jasnych, samemu staram się nadawać mojej pracy wysokie standardy estetyczne. Czy zatem dożyłem czasów gdy forma i treść się spotykają. Niestety nie... Dawny ugniatający niczym kamyk w bucie rytm wiersza, sztucznie wyglądające ramy obrazu to dziś nic nie znaczące archaiczne detale. Dawno zapomniano o rymie i rytmie, a ramy w obrazach są raczej wyrazem pewnej pieczołowitości niż symbolem ograniczeń. Kiedy wspominam tę giętkość treści - skłębionej myśli, eksplodującej emocji - którą trzeba było wciskać w ramy wiersza, opowiadania czy sztuki - wspominam wszechpotężne obrzydzenie na widok tego - co po owym ugniataniu pozostało - dziwne i jakoś niepodobne. Dzisiaj jednak nie czuję obrzydzenia i to nie tylko dlatego, że tamte emocje wywietrzały. Tamten wygnieciony destylat miał w sobie jakąś TREŚĆ. Robiąc dziś zakupy przypatruję się ogromnemu napisowi powtórzonemu niezliczoną ilość razy... Graficznie małe, proste cudeńko - niebanalny, ascetyczny pomysł splatającej się satynowej wstążki układającej się w jajko i wielkanocnego zajączka , a pod spodem napis : te święta coś ze sobą niosą. Kolejny kamyczek do ogródka otwieracza - by prawidłowo odczytać niektóre przekazy należy raczej studiować formę, niż treść - bo więcej ma ona do powiedzenia. Otwieracz.
środa, 19 marca 2008
Gęba
Niemalże każdy dzień wydaje się być dobrym do tego by opisać coś, co zmieściłoby się w formule otwieracza (mam skromną nadzieję, że już wiem po co piszę w tym elektrycznym śmietniku-pamiętniku). Mam dziwne wrażenie, że otwieram oczy i zmuszam się do opisywania tego czego się boję - utraty resztek autentyczności i to wcale nie w morzu podobnych jednostek, lecz raczej w banale podsycanym wszechobecnymi nieporozumieniami. Usiadłem nad brzegiem swojego rynsztoka i zapłakałem... |
Zakładki:
Zakładki otwieracza
|